Wspomóż KRL - Kup cegiełkę! Weselnik.co.uk Polecane.co.uk Słuchaj KRL on-line

'Bóg skutecznie się o mnie upomniał'. - Rozmowa z Remkiem Farbotko, organizatorem musicalu 'Życie Maryi'.

Remek Farbotko jest organizatorem musicalu Życie Maryi w Londynie

O przygotowaniach do musicalu, chorobie i Błogosławieństwie mówi Remek Farbotko, organizator musicalu "Życie Maryi" w Londynie. 

Tomek Kania: Skąd pomysł na zorganizowanie pierwszego polskiego, chrześcijańskiego musicalu w Londynie?

Remek Farbotko: Jak dziś pamiętam sytuację, kiedy jechałem na jakieś targi na Excel, stałem na stacji Canning Town, na różne sposoby starałem się zagłuszyć lęki w pogoni za kasą i żądzami. Nagle niespodziewanie w radio, którego słuchałem poleciał „Inny Świat” Antoniny Krzysztoń. Lęki prysły, otworzyła się inna rzeczywistosć, pełna pokoju i miłości. Stałem na tej stacji, w tym pędzącym tłumie, jak wryty. Zacząłem zauważać słońce, które świeciło mi prosto w twarz. Nie pamiętam czy łzy leciały ale serce płakało ze szczęścia. Nagłe uwolnienie z ucisku. Takich sytuacji pamiętam jeszcze kilka na przestrzeni moich 36 lat na tym swiecie. Kiedyś nauczyciel muzyki w podstawówce i niedawno moja żona stwierdzili że nie mam słuchu, pomimo tego muzyka zawsze była ważna w moim zyciu. To jest sfera, w której Pan Bóg potrafi kruszyć lód mojego serca, myślę że nie tylko mojego. Trochę ponad rok temu na youtube trafiłem na piosenkę „Obudź mnie" zespołu Guadalupe. Potem zobaczyłem fragmenty musicalu i pomyślałem: Guadalupe ruszy duszę. Przyszło natchnienie, że w pierwszej kolejności trzeba docierać do ludzi, do moich Braci i Sióstr, którzy są ochrzczeni, byli u pierwszej komunii, przyjęli sakrament bierzmowania - są częścią Kościoła. Moje życie jest dowodem na to że duża część z nas zapomiała i zobojętniała w swojej wierze. Często zdarza się że już nie wiemy o tym, że jesteśmy dziećmi Bożymi, że nasz Ojciec czeka na nas z darami. Tak pięknymi i wielkimi, że ludzkim rozumem nie jesteśmy w stanie ich objąć. Musimy szukać dróg, którymi powrócimy do Ojca aby te dary móc przyjąć. W moim przypadku piosenka Antoniny była jednym ze sposobów Pana Boga na ożywienie we mnie tego co otrzymałem od Niego w sakramentach chrztu oraz bierzmowania. Następnie poprowadził mnie do kolejnych – pokuty, Eucharystii i małżeństwa. I to są największe cuda, do których chciałbym aby to dzieło prowadziło. Od dłuższego czasu było we mnie mocne pragnienie robienia czegoś co pozwoli dzielić się zmartwychwstaniem duszy, które kilka lat temu jako dar otrzymałem od Pana Boga po latach życia w ciemności i uporczywych starań aby Boga w moim życiu nie zauważać. Według ludzkiego rozumowania zasługiwałem na rózgę a dostałem najpiękniejszy prezent - muszę się tym dzielić.

Jak wygląda Twój dzień, odkąd zaangażowałeś się w ten projekt?

Długi jest. Czasami pojawia sie zmęczenie, frustracja czy zniechęcenie. Mamy dwuletniego synka Marka i sześciomiesięczną córeczkę Różę Marię. Już przy pierwszym dziecku podejrzewałem że moja granica wytrzymałości jest zdecydowanie dalej niż mi się wydaje. Teraz jestem o tym przekonany. Uparte próby życia we wszechogarniającej Miłości zdecydowanie poszerzają te granice. W mojej żonie znajduję bardzo duże wsparcie psychiczne, duchowe i fizyczne. Dziekuję jej za ogromny trud włożony w nasz dom, nasze życie. Dzieci  -uśmiech, przytulenie, zabawa, przewinięcie, nakarmienie czy poczytanie bajki - cudowne lekarstwa na zmęczenie i wszystko negatywne co spotyka człowieka w świecie. Eucharystia, Słowo Boże i wspólna modlitwa – podstawa żeby codzienne cuda mogły się dziać.             

Z jakimi wyzwaniami musisz się zmierzyć, aby wszystko dopiąć na ostatni guzik?

Tego nie wiem bo nie wszystko jest dopięte przeze mnie na ostatni guzik, pokuszę się o stwierdzenie że na ludzki rozum nic nie jest dopięte. Myślę że nie jestem w stanie tego zrobić - guzik odpina i zapina Ktoś inny, ja tylko wykonuję robotę, którą mam do zrobienia. W momencie kiedy martwię się o to jak ja mam ten guzik zapiąć – nie mogę wyjść z bloków startowych albo robię falstart. Staram się nie martwić. Najtrudniej jest codziennie wychodzić ze swojej strefy komfortu, z wymyślonych przeze mnie ramek bezpieczeństwa i postrzegania siebie, którymi się ciągle obudowuję. Również oczekiwania w stosunku do drugiego człowieka w ostatnich miesiącach znacząco zredukowałem. Ważne jest aby ze spokojem przyjąć momenty, w których nawet najbliżsi będą stukali się w czoło i przekonywali że to niepotrzebne, niemożliwe, nawet będą się temu sprzeciwiali. Pogodzić trzeba się również z tym, że pojawią się „życzliwi” (również wewnątrz mnie), którzy wyolbrzymią każdy błąd i wykorzystają każde niedomówienie do zbicia z tropu, żeby odwrócić uwagę. Wymyślą lub powtórzą kłamstwo aby wzbudzić niepokój lub dla własnej wygody i chwały. Taka jest nasza natura ludzka, jesteśmy przewrotnym pokoleniem. Zdolni do rzeczy wielkich i pięknych ale i do zdrady. W każdej sekundzie życia mam wybór, ważne jest aby nie dać się wciągnąć w negatywną wersję rzeczywistości - skoncentrowaną na słabościach i niedostatkach, suflowaną nam przez naszego śmiertelnego wroga. W takich momentach próbuje skierować całą swoją uwagę na Tym który mnie umacnia. Staram sie świadomie wziąć głęboki oddech i pomyśleć: „oddaje Tobie Panie Jezu tą sytuację, myśl, lęk lub pokusę, jako zadośćuczynienie za grzechy, które ranią serce Twoje i naszej wspólnej Matki – Maryi. Panie Jezu Ty wiesz – znasz mnie, prowadź - oddaję się Tobie i naszej Mamie”. Ważne aby nie zacząć narzekać czy użalać się nad sobą, natomiast próby udowadniania swoich racji bardzo często są bezcelowe i służą marnotrawieniu czasu i energii. Kolejna trudnością, którą muszę często pokonywać jest poddawanie się fałszywemu poczuciu winy. Ono skutecznie podcina skrzydła. Bardzo ważna dla mnie jest pamięć o tym żeby zawsze dziękować za to, że jestem Dzieckiem Bożym, dziedzicem Królestwa Bożego chociaż niczym na to nie zasłużyłem. Kiedy poczuję się przez kogoś skrzywdzony staram się od razu pomodlić za tą osobę i za siebie, o łaskę przebaczenia, o cierpliwość. Jeżeli kogoś skrzywdzę i to zauważę, staram się jak najszybciej przeprosić i poprosić o wybaczenie. Do tego ukierunkowanie na obdarowanie drugiego człowieka bardziej niż na branie i to działa – prawdziwie życzliwi ludzie są zdecydowanie cześciej niż „życzliwi inaczej”.

Jakim funduszem trzeba dysponować, aby zaprosić tak dużą grupę do Londynu? 

Na początek żadnym finansowym ale dość duży kapitał jest potrzebny w sferze wolicjonalnej. A tak bardziej przyziemnie, budżet to około £10k. Niewiele jak na przedsięwzięcie, na które składa się przywiezienie z Polski zespołu i orkiestry składających się z 46 osób. Ważne jest to że zespół i my, organizatorzy nie pobieramy żadnej gaży. Zespół będzie zakwaterowany ”u ludzi” a jeżeli tych ludzi braknie - w sali przy kościele na Putney, za co bardzo dziękujemy tamtejszej parafii. Na początku w realizację tego przedsięwzięcia uwierzył ks. Marek Reczek, proboszcz naszej parafii Św. Andrzeja Boboli. Zaryzykował i bardzo pomaga na wielu płaszczyznach, tej finansowej również. Tak samo rektor Polskiej Misji Katolickej w Anglii i Walii – ks. Stefan Wylężek. Bardzo dużo pomogły nam organizacje polonijne, które działają w UK od lat. Za pomoc chciałbym podziękować Zjedoczeniu Polek na Emigracji, Stowarzyszeniu Polskich Kombatantów, Polish Aid Foundation Trust, Fundacja Mateusza Grabowskiego, Towarzystwu Pomocy Polakom. POSK dał pokaźną zniżkę za wynajem Sali teatralnej. Ze strony młodszej emigracji w ramach komercyjnego sponsoringu wsparła nas firma Sami Swoi.

Rozmawialiśmy chwilę podczas pielgrzymki do Aylesford we wrześniu. Opowiadałeś o wydarzeniu tak, jakbyś był pewien, że Maryja otoczyła Was szczególną opieką. Czy rzeczywiście czujesz realnie jej pomoc podczas przygotowań?

Tak, podczas przygotowań i w ogóle, w życiu – to są rzeczywistości których nie oddzielam. Wiele rzeczy rysowało się jako niemożliwe do wykonania lub wyrosła przed nami trudność tak wielka że wydawała się nie do przejścia. Sposób w jaki Pan Bóg działa przez Maryję i dzięki Niej jest nie do opisania. Cudów za Jej wstawiennictwem doświadczamy każdego dnia. Ciężko to rozumem ogarnąć i słowami opisać. Ale jestem pewien że kazdy może się sam o takiej opiece przekonać spełniając to o co Maryja prosiła np. podczas objawień fatimskich. Chodziło Jej o codzienne odmawianie różańca i żywe uczestnictwo w nabożeństwach pierwszych sobót miesiąca, oraz o to abyśmy się nie frustrowali i nie wściekali na rzeczywistość. Żebyśmy oddawali nasze codzienne trudności i cierpienia Panu Jezusowi, jako zadośćuczynienie za rany zadane przez nasze grzechy sercu Jej i Jezusa. Dla mnie w takim oddaniu się Maryi pomocna jest niepozorna książeczka: „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” - gorąco polecam. Tak samo jak polecam przestudiowanie życiorysu i tego co miał nam do powiedzenia Św. Maksymilian Maria Kolbe.        

Poznaliśmy się 6 lat temu, podczas organizacji dużego festiwalu polonijnego na Ealingu i wtedy nie przypuszczałem nawet, że współpracuję z człowiekiem Kościoła, oddanym Maryi. W jaki sposób Pan Bóg przyciągnął Cię do siebie?

Ja tego też jeszcze wtedy nie wiedziałem. Czułem do Ciebie sympatię ale przez głowę przechodziło mi: jakiś dziwny gość ten Tomek, imprezy bez alkoholu dla dorosłych organizuje, jakiś taki ... „kościółkowy”, nie moje klimaty. Proces mojego nawracania zaczął się właśnie pod koniec tamtego roku. Pan Bóg upominał się o mnie wielokrotnie wcześniej, tylko że ja ciągle się migałem. Aż w końcu upomniał się skutecznie a ja odpowiedziałem w myśl zasady „jak trwoga to do Boga”. Wtedy 6 lat temu, późną jesienią okazało się że jestem zarazony żółtaczką wczepienną typu C, zapalenie wątroby. Okazało się że nie jestem kuloodporny i samowystarczalny. Do Błogosławieństwa w postaci choroby doszły Błogosławieństwa w postaci Eli – mojej obecnej żony oraz podstawy wychowania w wierze i miłości przez dziadków i rodziców. Ciężko zignorować taki ogrom Miłosierdzia. Pan Bóg zmienił moje życie diametralnie. Byłem ćpunem i pijaczkiem, jestem mężem i ojcem. Cały czas się bałem, teraz cały czas mam nadzieję.       

Na koniec powiedz jeszcze, jak godzisz zaangażowanie w ten projekt z pracą zawodową i zaangażowaniem w domu.

Tutaj właśnie czuć tą opiekę Matki, nie wiem jak to się dzieje ale się dzieje. Moja żona, która na początku była sceptyczna, zauważyła że spotyka nas coś dobrego i autentycznie się zaangażowała. Te kilka ostatnich miesięcy bardzo zbudowało naszą rodzinę. Firma, którą prowadzę głównie ze względu na niski kurs funta w ostatnich miesiącach znacząco zwolniła. Na pierwszy rzut oka – słabo bo mniej zarabiamy, ale dzięki temu mieliśmy czas aby gromadzić inny kapitał – wieczny. Do tego w sytuacjach, które tego wymagają niespodziewanie pojawiają się ludzie wysłani przez Pana Boga z pomocą, dobrym słowem. Dziękuję za to im i Panu Bogu. Równocześnie wszystkich, którzy to będą czytać proszę o 10 rózańca.            

Już wkrótce w KRL

Popularne wiadomości

Zebrał prawie milion złotych dla Łukasza Urbana. Teraz sam pyta o pomoc

Zebrał prawie milion złotych dla Łukasza Urbana. Teraz sam pyta o pomoc

Czytaj więcej
Zobacz jak wyglądają sondaże w innych mediach

Zobacz jak wyglądają sondaże w innych mediach

Czytaj więcej
Takiego zdjęcia z Laxton Hall jeszcze nie było!

Takiego zdjęcia z Laxton Hall jeszcze nie było!

Czytaj więcej
Panny Wyklęte i Maleo Reggae Rockers wystąpią w Londynie

Panny Wyklęte i Maleo Reggae Rockers wystąpią w Londynie

Czytaj więcej
Serwis Radia KRL zaprojektowany i wspierany przez Opitek Design