Zaznacz stronę

Wracałem ze studia, dochodziła 23:00. Stałem na światłach, lekki korek, w głośnikach Armia na przemian z 2 TM 2,3 aby nie zasnąć, a na chodnikach obok pełno pijanych ludzi. Jedno wielkie darcie, ktoś leżał pod ścianą, reszta piła, choć może słowo „chlała” byłoby tu lepsze.

Przypomniałem sobie

Rok 2006. Wracaliśmy autem z Liturgii Wielkiego Piątku w parafii św. Andrzeja Boboli na Hammersmith. Na ulicach wiadome ‘króliczki’ , pełne puby i ogólnie balanga. Żadnej refleksji. Jechaliśmy i ocenialiśmy, jaki to zdegenerowany kraj. Ileż brakowało im do polskiej pobożności.

ON

– Masakra – pomyślałem, patrząc teraz na te ulice. Dopiero po chwili dotarły do mnie słowa utworu: On jest tu. On żyje! Był to pierwszy utwór rodzącego się wtedy „Tymoteusza”. Zwykle go omijałem, ale teraz jakoś wyjątkowo nie. On jest tu – dudniło w głośnikach.

Gdzie?

Tu? Na tej brudnej, zachlanej ulicy? Panie Jezu, coś Ci się pomyliło, tu nie ma Kościoła, to nie Twoje miejsce. Serio, jesteś tutaj?

„Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9, 12-13)

Scenę powołania celnika Mateusza, przedstawioną z filmie Jezus z Nazaretu, widziałem kilkadziesiąt razy. Wtedy też ostrzegali Go – „nie idź tam, wywołasz skandal, my przestrzegamy prawa a oni spędzają czas na ucztach”

Do niedawna

Przed prowadzeniem każdej imprezy modliłem się za wszystkich uczestników, aby Bóg wciągnął ich wszystkich do nieba, kiedy przyjdzie czas. Taka refleksja po Wielkim Poście, że czas zmienić modlitwę. Być może to oni wciągną mnie i moją rodzinę?

Tomek Kania | Misja 52 

Pin It on Pinterest