Zaznacz stronę
Chrystus Królem!

Chrystus Królem!

Bramy podnieście swe szczyty, Unieście się odwieczne podwoje,
Aby mógł wkroczyć Król chwały,Któż jest tym Królem chwały?
Pan zastępów, On jest Królem chwały… (Ps 24)

(więcej…)

Co zamiast „kieszonkowego”? O mądrym wychowywaniu dzieci pisze Rafał Kupis, autor projektu „Boskie Pieniądze”.

Co zamiast „kieszonkowego”? O mądrym wychowywaniu dzieci pisze Rafał Kupis, autor projektu „Boskie Pieniądze”.

Miałem przyjemność współtworzyć z Tomkiem i Pawłem z Misja52 projekt „Dzieci, Mądrość, Finanse”. Już pierwszego dnia pojawiły się ciekawe komentarze, które zachęcały do włączenia się w dyskusję. Postanowiłem jednak do końca projektu nie włączać się do rozmów, aby przypadkiem nie „wyskoczyć przed szereg” i odpowiadając, nie zdradzać zasad przewidzianych no kolejne dni.

 

|  Zobacz plakat:  7 zasad „Dzieci, Mądrość, Finanse”  |

 

Dyskusja była bardzo interesująca i momentami nawet „gorąca”, ale wydaje się to oczywiste. Mowa była o jednym z aspektów wychowania naszych dzieci, a jest to temat delikatny i ważny dla większości rodziców. Reakcje te świadczą o Waszym zaangażowaniu i trosce, co jest nie do przecenienia i to jest najważniejsze. Wszelkie rady natomiast mają znaczenie drugorzędne i jeżeli się komuś przydały to „Chwała Panu”, a jeżeli nie to znaczy pewnie tyle, że ten temat został już „przepracowany”.

Projekt dobiegł końca, ale tylko w pewnym sensie, bo przecież wychowanie to proces, a nie tylko krótki projekt. Dlatego kiedy Tomek zaproponował mi abym podzielił się z Wami tym „jak to jest u nas”, z wielką chęcią no to przystałem.

Nasza rodzina to Mama i Tata [Karolina i Rafal] oraz córka i dwóch synów [Sara, Tobiasz i Jeremiasz]. Ach są jeszcze dwa psy – Milka i Coffee. Ten szczegół może okazać się istotny, ale o tym za chwilę.

Lawina  zmian

Nasza przygoda z „biblijną edukacją finansową” rozpoczęła się dwa i pół roku temu, kiedy szukałem dobrej rady aby poprawić naszą sytuację finansową i naprawić popełnione błędy. W swoich poszukiwaniach natrafiłem na podcast Dave’a Ramsey’a [wszystkie linki znajdują się na końcu tego tekstu]. Tak się wszystko rozpoczęło. Wręcz nałogowo słuchałem podcastu Dave’a [a to niemal 3 godziny od poniedziałku do piątku]. Bardzo szybko przeczytałem tez Jego sztandarową książkę „The Total Money Makeover”. Lawina pozytywnych zmian ruszyła. Ten proces był już nie do zatrzymania i w znaczący sposób odmienił nasze życie i podejście do finansów. Kolejna książka jaka trafiła w moje ręce to „Smart Money, Smart Kids”, autorstwa Dave’a i Jego córki Rachel Cruze. Nakładem wydawnictwa Szaron ukazało się jej polskie wydanie zatytułowanie „Dzieci Mądre Finansowo”. Na tej właśnie książce oparłem ten projekt.

A jak to jest u nas?

Nasze dzieci dostawały kieszonkowe w formie tygodniówki. Czasami też zdarza się, ze dostają prezenty w formie gotówki od najbliżej rodziny. W wyniku naszych poszukiwań i „lekcji” ze wspomnianej książki autorstwa Dave’a i Rachel, postanowiliśmy zmienić nasze podejście i umożliwić dzieciom zarabianie, w miejsce pieniędzy „za nic”. Nasze dzieci nigdy nie wykazywały postaw roszczeniowych. Zauważyliśmy jednak, że za czasów „kieszonkowego” wydawały pieniądze bez większego zastanowienia, w myśl zasady „łatwo przyszło, łatwo poszło”. Dodatkowym minusem takiej sytuacji [kieszonkowej] był brak wyrazistości przekazu. Skoro rodzice dają nam pieniądze na zasadzie uznaniowej, to nic nie powinno stać na przeszkodzie, aby „dofinansowali” nas kiedy wyczerpiemy zapasy, bo skoro dali X to mogą dołożyć Y, gdyż to nie zależy od naszego wysiłku ale od uznania rodziców.

Wprowadzenie systemu „zarobkowego” wprowadziło znacząca zmianę. Dzieci w bardzo naturalny sposób go przyjęły. Zrozumiały, że ich sytuacja finansowa zależy od ich pracy. Czy nie jest to jedna za najważniejszych lekcji jakie rodzice powinni przekazać swoim dzieciom? Lekcja tym cenniejsza, że deficytowa w dzisiejszych czasach i w kraju w jakim przyszło nam żyć. Oczywiście bywa tak, ze nie zarobią w jakimś tygodniu nic, ale wówczas mogą winić tylko siebie. Możliwości pracy jest wiele. Wystarczy chcieć. Jeżeli natomiast starają się, to wychodzą na tym o wiele lepiej niż „na kieszonkowym”, które ze swojej natury jest ograniczone, a przynajmniej być powinno, gdyż inaczej jest bardzo destrukcyjne dla dziecka.

Oczywistym jest też to, że nie płacimy dzieciom za wszystko. Jak każdy z domowników, nasze dzieci mają swoje obowiązki, które stanowią wkład w budowanie rodziny i domu w którym żyją. Podział ten jest mniej istotny i właściwy każdej rodzinie. Rodzice będą najlepiej wiedzieli jak wyróżnić obowiązki domowe od okazji do zarobienia na swoje potrzeby. W naszej rodzinie nie ma mowy o płaceniu za naukę i wyniki. Dzieci rozumieją, że to ich obowiązek i przywiej zarazem. Staramy się im przekazać, że nauka to inwestycja w nich samych, rozwój talentów jakie otrzymali od Boga i przygotowanie do bycia odpowiedzialnym dorosłym, który potrafi zadbać o siebie i rodzinę, ale również służyć innym. Porządek w pokojach to również jest ich obowiązek nie podlegający wynagrodzeniu. Nakrywanie do stołu i sporządzanie po posiłkach to też część bycia rodziną a wiec robimy to wszyscy w miłości i z radością, czasami nieuświadomioną, ale jednak.

Naszą decyzją [Żony i moją] jest, że dzieci mogą zarobić wykonując przede wszystkim prace, które moglibyśmy zlecić komuś innemu i zapłacić za nie, np sprzątanie samochodu. I tak zamiast płacić na myjni pieniądze wędrują najczęściej do naszego najstarszego syna. Kolejnym przykładem jest niszczenie dokumentów w niszczarce, sprzątanie biura taty czy garażu. Popularne w naszym domu są również całotygodniowe dyżury przy psach, zmywarce czy suszarce do ubrań, wynoszeniu recyklingu, śmieci etc. Ostatnio dzieci starsze zyskały nową możliwość, czyli pomoc w lekcjach młodszemu rodzeństwu. Nie jest to w żadnym wypadku ich obowiązek, bo to nasza – rodziców odpowiedzialność, odbywa się to jednak ze sporą korzyścią dla pobierających naukę, a pomagający też zyskuje.

Przykłady takie można mnożyć, jednak nie o to tu chodzi. Mocno wierzę w rozsadek rodziców i jeżeli tylko działają w jedności jako mąż i żona, na pewno wypracują najlepsze rozwiązanie dla swoich dzieci.

Nie mogę pominąć trójpodziału zarobionych, ale również otrzymanych w formie prezentów [tego nie jesteśmy w stanie powstrzymać] pieniędzy. Przypomnę „3 słoiki” Dawanie, Oszczędzanie i Wydawanie. Nasze dzieci przyjęły to bardzo naturalnie. I tak jest w przypadku znakomitej większości dzieci. Warto o tym pamiętać i pomagać im rozwijać te umiejętności. Pamiętajcie, „ czym skorupka za młodu …”. I nie o wielkości procentowe się tu rozchodzi ale o praktykę.

Dawanie

W naszym domu zachęcamy dzieci aby z tego „słoika” zabierały pieniądze na ofiarę podczas Mszy Świętej. Również wspomagają tymi pieniędzmi akcie dobroczynne w okresie Adwentu czy Wielkiego Postu. Jeżeli usłyszą o jakiejś inicjatywie która poruszy ich serce również korzystają z tego „słoika”.

Oszczędzanie

Nasze dzieci prowadzą je dwutorowo. Po pierwsze na określony cel. I tutaj zaskakują nas pozytywnie, jak bardzo potrafią być skoncentrowane. Np sfinansowanie zakupu hulajnogi czy konsoli do gier. Po drugie jest to „słoik” na wszelkie nadwyżki finansowe, które staramy się określać jako fundusz na „czarna godzinę”.

Wydawanie

Ostatni ze słoików. Tu trafiają fundusze po zasileniu dwóch najważniejszych „słoików”. Nasze dzieci same decydują na co przeznaczą te pieniądze. Oczywiście czuwamy aby nie było to coś destrukcyjnego dla nich. Jeżeli zdecydują się na wydanie wszystkiego za jednym podejściem, to pozwalamy im na to [oczywiście tłumacząc konsekwencje]. Jest to cenna dla nich lekcja. Nie pamiętam, aby którekolwiek z naszych dzieci zrobiło tak więcej niż jeden raz.

Na koniec chce się podzielić z Wami jeszcze jedna uwagą. Dzieci, jak również nas dorosłych, można podzielić na dwie grupy: „oszczędzający [savers]” i „wydający [spenders]”. Zapewne od razu potraficie określić do której z kategorii należą Wasze dzieci. Nam przychodzi to be trudu, również w odniesieniu do nas samych czy naszych najbliższych. Otóż odpowiednia edukacja finansowa potrzebna jest obydwu grupom. Inaczej z wielkim prawdopodobieństwem „wydający” popadnie w długi i „oszczędzający” stanie się niczym Sknerus McKwacz, z popularnej bajki Disney’s.

W naszym domu działa to znakomicie. Te z dzieci które są naturalnymi „wydającymi” uczą się powściągliwości i planowania, „Oszczędzający” natomiast w radością zapraszają np calą rodziną na lody, za które sami płacą. Takie podejście ma jeszcze jedna ogromną zaletę, która mocno uwidacznia się w rodzinie. Jedni uczą się od drugich, wzajemnie się ubogacając i wzmacniając. To buduje już całą rodzinę.

Trochę się rozpisałem, ale jest to temat bardzo dla mnie ważny. Do tego stopnia, ze rozpocząłem projekt „Boskie Pieniądze”. Rozwija się on powoli, ale  kiedyś usłyszałem od pewnego Chińczyka: „good food takes time”.

Podsumowując pragnę raz jeszcze podkreślić, że nie chodzi w tym wszystkim o wielkości procentowe czy też co jest na liście obowiązków a za co finansowo wynagradzamy dzieci, to sprawy ważne ale nie najważniejsze. Istotą jest to, że Bóg powierzył nam swoje ukochane dzieci, które my mamy niesamowity przywilej nazywać naszymi dziećmi. Jest to ogromna odpowiedzialność i musimy dać naszym dzieciom to co najlepsze i tyle na ile nas stać. Mamy obowiązek wykorzystywać wszystkie okazje, aby je uczyć i nade wszystko kochać, nie zapominając przy tym o edukacji finansowej. W dziecinie finansów Bóg też chce dla nas pełni i szczęścia, o czym często do nas mówi przez karty Pisma Świętego. Pamiętajmy o tym.

Rafał Kupis.

____________________________________________

Linki do źródeł wymienionych w artykule:

Portal Dave’a Ramsey’a

Podcast Dave’a Ramsey’a

Książka “Total Money Makeover”

Książka “Smart Money, Smart Kids”

Polskie wydanie książki “Smart Money, Smart Kids”, wydawnictwo Szaron “Dzieci Mądre Finansowo”

Jak uczyć dzieci zarządzania pieniędzmi? Ciekawa dyskusja podczas projektu 7 zasad.

Jak uczyć dzieci zarządzania pieniędzmi? Ciekawa dyskusja podczas projektu 7 zasad.

Projekt 7 zasad, to nowa propozycja Misji 52. Do tej pory ukazały się „Zasady podczas kłótni małżonków” oraz „Dzieci, Mądrość, Finanse”. Przy okazji ostatniego projektu wyłoniła się ciekawa dyskusja.

Celem projektu było przekazanie konkretnych wskazówek rodzicom, którzy chcą nauczyć swoje dzieci mądrego zarządzania pieniędzmi. Projekt ten powstał we współpracy pomiędzy twórcami Misji 52 a Rafałem Kupisem, autorem projektu „Boskie Pieniądze”. Rafał jest mężem i ojcem trójki dzieci, przedsiębiorcą, prowadzi własną firmę. Jest też autorem warsztatów „Biblijne wskazówki zarządzania majątkiem”, które w marcu odbyły się w Londynie.

Zasady pt. „Dzieci, Mądrość, Finanse” są zbiorem wypracowanych w praktyce metod. Przez ostatni tydzień ukazywały się na stronie Misji 52, wzbudzając sporo emocji i komentarzy.  Dwie najciekawsze wypowiedzi publikujemy poniżej. Są one ciekawym uzupełnieniem projektu i mogą służyć jako inspiracja dla innych rodziców.

MAGDA
Długo zmagaliśmy się z tematem kieszonkowego. Nie przemawiało do mnie dawanie kieszonkowego ot tak – właśnie z powodu, że nikt nam nie daje pieniędzy za to, że jesteśmy. Nie przemawiało do mnie płacenie za naukę, wyniki w szkole czy drobne, codzienne obowiązki. W końcu znaleźliśmy rozwiązanie, które zadowala wszystkich. Stworzyliśmy listę prac ekstra, które mi naprawdę pomagają i są dostosowane do wieku. Umycie kuchenki, umycie całej łazienki czy dla 5-latka składanie prania. Stawka nie jest wysoka, np. 2 zł. Dzieci mogą zdecydować czy chcą wykonać daną pracę czy nie. Zarobki są zapisywane i raz w miesiącu wypłacane. Do tego wypłacamy też procent od oszczędności.
Dzieci same decydują czy i na co wydają, zawsze służymy im radą, pomagamy znaleźć taniej, analizujemy z nimi sens wydatku itp.
Naukę oszczędności mają obserwując nas i to jak gospodarujemy pieniędzmi. Są częścią budowania domowego budżetu. Są często przy tym obecne.

 

MONIKA
Nie dostawałam kieszonkowego i nie uważam, tego za błąd ze strony moich rodziców. Wręcz przeciwnie. Uczyło mnie to  dużo, m.in. jeśli chciałam coś kupić i poprosić rodziców o pieniądze musiałam ich przekonać i to nie zwykłym dziecięcym uśmiechem czy wymuszonym płaczem, ale argumentem. To sprawiało, że czasem, a nawet często sama dochodziłam do wniosku, że nie jest to mi potrzebne, a tak naprawdę sprawi tylko przyjemność na chwilę a później pójdzie w kąt. Gdy w wieku 17 lat poszłam do wakacyjnej pracy, nie wydałam pieniędzy na nie wiadomo co, ale przeznaczyłam je na konkretny cel, prawo jazdy. Myślę, że jakbym dostawała kieszonkowe, tak naprawdę nie nauczyłabym się wartości pieniądza, bo nie wiedziałam z jakim trudem ze strony rodziców to się wiązało. Ale uważam też, że tak naprawdę to postawa rodziców i ich stosunek do pieniądza kształtuje w dziecku w dużej mierze to jak będą zarządzać pieniędzmi teraz, bądź w przyszłości.

Cała dyskusja dostępna jest w komentarzach pod zasadami TUTAJ.

 

Angielski Kościół. Głos, który milczy.

Angielski Kościół. Głos, który milczy.

Podczas ostatnich dni i głośnej sprawy Alfiego Evansa, często pojawiały się pytania: Gdzie jest Kościół? Wszyscy liczyliśmy na mocne stanowisko w obronie życia. Patrząc szerzej, nie dziwię się, że się przeliczyliśmy. 

Szok

Kilka lat temu moja żona uczestniczyła w spotkaniu koordynatorów ds. religii w katolickich szkołach. Ponad stu koordynatorów z całej Anglii debatowało nad tematami, jakie powinno się podejmować na lekcjach religii. Ksiądz, który prowadził to spotkanie, pięknie mówił o obecności Boga w przyrodzie i wszelkich cudach natury. Małżonka postanowiła podjąć temat In Vitro, wtedy bardzo mocno komentowany w Polsce, w Anglii przemilczany. Zaznaczyła, że w tej debacie nie chodzi o to, aby potępiać tych, co popierają tę metodę, ale nakreślić jasne stanowisko Kościoła i podjąć temat, o którym w ogóle się nie mówi. Na sali zrobiło się gorąco. Rozpoczęła się burzliwa debata, u niektórych pojawiły się łzy. Okazało się, że spośród wszystkich koordynatorów była jedyną, która nie popierała tej metody. Mimo burzliwej dyskusji, od nikogo nie usłyszała pretensji, nie było personalnych „wycieczek”. W czasie przerwy sporo osób podeszło do niej, i mimo, że się nie zgadzali, podziękowali za odwagę podjęcia tematu, nawet proponowali spotkanie aby wyjaśnić jak powinna myśleć.

Jedyną osobą, od której poczuła wyraźną niechęć a nawet złość był… ksiądz. Ten sam, który pięknie opowiadał o Bogu ukrytym w ptaszkach i łączkach. Ksiądz, aby podsumować debatę, na koniec powiedział:

– Skoro Pan Bóg obdarzył tak wielkim darem te osoby, które wymyśliły metodę In Vitro, to widocznie nie miał nic przeciwko, aby taka metoda powstała.

Wszystkich zadowolić

Każdy, kto ma dosyć kazań polskich księży, gdy poruszają trudne tematy, powinien zmienić parafię na angielską. Być może popełniam błąd, oceniając wszystkich jednoznacznie. Niestety, nigdy na angielskich Mszach nie słyszałem kazań, które by mnie poruszyły, czegoś nauczyły i dały do myślenia. Wszystkie były wypowiadane w tonie: byleby tylko nikogo nie urazić. Podobne odczucie miałem teraz, czytając relację z wizyty Arcybiskupa Liverpoolu w Watykanie:

– Jestem świadomy współczucia, które okazują Włosi Alfiemu, ale wiem też, że nasze systemy medyczne i prawne w Wielkiej Brytanii również opierają się na współczuciu i ochronie praw dziecka – powiedział Abp Malcolm McMahon.

Mieliśmy tego dowód w postaci głodzenia Alfiego i braku zgody sądu na wyjazd, gdy pojawiła się szansa leczenia we Włoszech.  Szpital, który do tego dopuścił,  w dziedzinie „Caring” (opiekuńczy, troskliwy) ma przyznaną notę „Outstanding” (wybitny, niezrównany).

Gdzie jest Kościół?

Takie pytania pojawiały się u ludzi, którzy protestowali w obronie  życia Alfiego. Bardzo brakowało widoku lokalnego biskupa, z różańcem w dłoni, pomiędzy protestującymi ludźmi. Brakowało refleksji: to się dzieje u mnie, na terenie mojej parafii, pójdę z różańcem, może ktoś dołączy? Może siłą modlitwy i bez krzyków wymodlimy ocalenie życia?

Brakowało jasnego sygnału: Kościół jest z Wami realnie obecny tu i teraz! Były natomiast ogólne wypowiedzi w stylu: „Rozumiemy rodziców Alfiego w tej trudnej sytuacji ale rozumiemy też decyzję szpitala. Ogarniamy Was modlitwą.”   

Głos angielskiego Kościoła,  zadowalający wszystkich, nigdy nie będzie szanowany. Wyjątkiem był biskup Philip Egan z Portsmouth, który  wyraził swoje poparcie dla Alfiego i jego rodziców, tweetując:

„Poświęćmy dziś serdeczne modlitwy małemu Alfie Evansowi – teraz włoskiemu obywatelowi – i jego odważnym rodzicom. Jeśli istnieje cokolwiek, co można zrobić, niech Pan pozwoli nam, przez Jego miłość i łaskę, dokonać tego.”

Przy wypowiedziach takich, jak Arcybiskupa Liverpoolu, śmiało możemy uznać powyższy tweet za skrajnie radykalny.

Być

Od kilku lat prowadzę w Episkopacie konferencje dla księży wyjeżdżających do pracy za granicę. Konferencja nosi tytuł. „Oczekiwania wiernych wobec duszpasterzy na emigracji”. Mimo różnych sytuacji, które przedstawiam jako przykłady, nigdy nie zmieniam dwóch, najważniejszych punktów konferencji: Potrzebujemy księży, którzy są realnie obecni w życiu parafii, i zarazem takich, których widać, gdy trwają na modlitwie. W dzisiejszych czasach to jest bardzo mocne świadectwo.

W polskim filmie „Trzeci”, jest pod koniec scena, gdy małżeństwo, będąc w szpitalu, przypomina sobie stratę dziecka z przed kilku lat:

– Gdybyś wtedy był przy mnie… – zaczęła żona

– To niczego by nie zmieniło – przerwał mąż – Ono i tak by umarło.

– Ale przynajmniej byś był. 

Tylko tyle i aż tyle.

Tomasz Kania | Katolickie Radio Londyn. 

 

 

 

Widziane z Londynu. Wolą poświęcić Alfiego niż stracić ‚Outstanding’?

Widziane z Londynu. Wolą poświęcić Alfiego niż stracić ‚Outstanding’?

Zgoda na wyjazd Alfiego do Włoch będzie jednoznaczna z przyznaniem się do błędu. Ostatnia nadzieja w tym, że spróbują załatwić sprawę w „białych rękawiczkach”. Wszystko po to, aby nie stracić bardzo dobrych ocen.

Zerknąłem przed chwilą na noty, jakie szpital ma wystawione przez Care Quality Commission (niezależny regulator opieki zdrowotnej i społecznej w Anglii). Mówiąc krótko – każda placówka może im pozazdrościć ocen! Dodam dla niewtajemniczonych, że „Outstanding’ oznacza najwyższą notę. Wszystkie do sprawdzenia  tutaj: Alder Hey Childrens Hospital – CQC ⇒

Przyznanie ocen wiąże się z bardzo szczegółowymi kontrolami, do których każda placówka starannie się przygotowuje. Wcześniej, o takiej kontroli dana placówka była informowana przynajmniej z tygodniowym wyprzedzeniem. Aktualnie może dostać informację na 24 h przed kontrolą.  Podobny system działa w edukacji. Moja żona uczy w angielskiej szkole podstawowej i w ciągu ostatnich lat przechodziła przez trzy, stresujące kontrole.  Przyznanie najwyższych ocen oznacza spokój na dłuższy czas. Każda nota poniżej „Good’, oznacza częste kontrole i obserwacje. Podobnie działa w szpitalach.

„Białe rękawiczki”

Szpital Alder Hey, jeśli wyrazi zgodę na na przetransportowanie Alfiego do Włoch, jednoznacznie wyśle wszystkim informację: Popełniliśmy błąd! Gdy okaże się, że dla Alfiego jest szansa na życie, dla szpitala będzie to nie tylko katastrofa wizerunkowa. Inni rodzice, których dzieci zostały w podobny sposób uśmiercone wcześniej, dowiedzą się, że – być może – dało się zrobić coś więcej. Zacznie się dochodzenie swoich praw – i słusznie. Przed szpitalem stanie widmo wypłaty odszkodowań.  Następna kontrola CQC będzie kwestią czasu i prawdopodobnie oceny drastycznie spadną.

Przekaz sądu i szpitala jest jasny: zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy! Tylko ta włoska klinika, i to nadanie obywatelstwa, mocno przeszkadza. Dlatego ostatnia nadzieja w tym, że szpital będzie próbował załatwić sprawę „w białych rękawiczkach”. Pozwoli rodzicom zabrać dziecko do domu, pokazując tym swoją dobroduszność, a potem w świat pójdzie informacja, że rodzice uciekli z dzieckiem do Włoch bez zgody władz. Chyba, że zdarzy się kolejny cud – zmiana decyzji sądu.

Na koniec, jedna smutna sprawa.

Obszerną argumentację za tym, że szpital jest „w porządku” i zrobił absolutnie wszystko, przeczytałem na stronie prowadzonej przez chrześcijańską rodzinę w Polsce. Argumentowali tym, że skoro cały ‚katolicki internet’ mówi o mordercach ze szpitala w Liverpoolu, to koniecznie trzeba pokazać drugą stronę,  bo – jak czytam u nich – „Maćkowi się chciało zebrać fakty”.

Swoją drogą…

Dlaczego, wszyscy, którzy tak chętnie epatowali na facebooku zdjęciami chłopca, co utonął w drodze do lepszego, europejskiego świata, teraz nie wrzucają zdjęć Alfiego?

Tomasz Kania | KRL Radio.

Z wizytą u księdza Bronisława Gostomskiego.

Z wizytą u księdza Bronisława Gostomskiego.

Byliśmy tylko na „Szczęść Boże”. Widzieliśmy się zaledwie kilkanaście razy w życiu. To wystarczyło, aby zachować wiele wspomnień o księdzu Gostomskim, wspaniałym kapłanie i dobrym człowieku.

Ranek, 10 IV 2010

Telefon od kumpla, z którym mieliśmy zaraz jechać do komisu kupić auto.

– Wiesz już?

– O czym?

– To odpal kompa.

Szok.

Po chwili drugi telefon. Ksiądz Romek Szczodrowski z Coventry, u którego mieliśmy za dwa tygodnie prowadzić imprezę parafialną.

– Tomku, odwołujemy. Gdyby jakieś koszta za zajęcie terminu to oczywiście pokryję.

– Księże Romku, żadne koszta! To jasne, że trzeba odwołać.

– Słuchaj… w tym samolocie był też nasz Bronek Gostomski.

Dostosuję się

Lata 2005 – 2010 to był czas, kiedy w naszej parafii, w Duszpasterstwie Akademickim często zmieniali się księża. Atmosfera, delikatnie mówiąc, nie była najlepsza. Ledwo udało się coś zbudować a tu szybka decyzja i księdza nie ma. Tak też pomyśleliśmy, gdy pewnej niedzieli zobaczyliśmy w zakrystii księdza Gostomskiego, zamiast naszego księdza Marka.

– Spokojnie, to tylko jednorazowe zastępstwo – uspokoił zanim zdążyliśmy się odezwać. – Jaki tu jest zwyczaj spowiadania, przed czy po Mszy? – zapytał w zakrystii. Był przed, ale zaraz trzeba było rozpoczynać więc powiedzieliśmy, że może być spowiedź na koniec. – Jest dobrze – rzucił z uśmiechem – chętnie dostosuję się do Waszych zasad.

Pierwszy raz od dawna poczuliśmy, że jesteśmy jako wspólnota dla kogoś ważni.

Trzeba się dzielić

Ksiądz Marek, obecny proboszcz, a wtedy wikary przy parafii św. Andrzeja Boboli, zawsze z szacunkiem wypowiadał się o księdzu Gostomskim. Dzieli się obowiązkami po równo, był zawsze dla innych. Starsza emigracja opowiadała, że tuż po wielkim najeździe Polaków na wyspy w 2004r. otworzył salki parafialne dla bezdomnych, którzy zwabieni chęcią lepszego zarobku, szybko wylądowali na ulicy.

Podczas pamiętnego trzęsienia ziemi na Haiti, w parafii zorganizowano koncert na pomoc potrzebującym. Ksiądz Bronek – bo tak do niego często się zwracali – dorzucił też od parafii konkretną kwotę. Znajomi opowiadali mi, że upewniali się, czy na pewno chce tak zrobić, bo kościół był w trakcie remontu i też były potrzebne pieniądze

– Trzeba się dzielić z innymi – usłyszeli.

O tym, jak szanował człowieka, mieliśmy okazję przekonać się podczas jednej imprezy. To były początki naszej wodzirejki na wyspach. Mało doświadczeni nie wiedzieliśmy, że organizując zabawę w długi, wolny a do tego gorący weekend, nikt nie przyjdzie. Przyszło kilka osób. Z barku i kawiarni nie starczyło by nawet na ofiarę dla parafii za salę. Ksiądz Bronek przyszedł do nas, powiedział tylko z uśmiechem – No mówiłem Wam przecież, że tak będzie – po czym dodał, że za salę nic nie chce i podszedł do barku zamówić drinka za którego zapłacił, bo… nie chciał nawet słyszeć o tym, że ma mieć coś za darmo!

Ostatnie spotkanie

Gościliśmy z żoną u księdza Marka na obiedzie. Był też ksiądz Bronek. Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy, po za tym, że była bardzo ciepła atmosfera. Parę miesięcy później poszliśmy nawiedzić cmentarz na Wszystkich Świętych, położony na North Acton. Z daleka zobaczyliśmy procesję i księdza Bronka na przodzie. Zobaczył nas i pierwszy się ukłonił. A pół godziny później, gdy wracaliśmy do domu, ktoś przejeżdżał obok autem, zatrzymał się na chwilę i zatrąbił. Odwróciliśmy się – ksiądz Bronek pomachał do nas zza kierownicy i ruszył dalej.

Potem już był tylko Smoleńsk.

Przyjaciółmi nie byliśmy, znaliśmy się tylko na „Szczęść Boże”. To wystarczyło. Gdy w 2011 roku jechaliśmy z Warszawy na Toruń, zatrzymaliśmy się w Sierpcu, chcieliśmy odszukać grób. Pytamy starszą kobietę sprzedającą znicze, powinna znać.

– Ksiądz Gostomski? Nie znam. A, to ten od Smoleńska? Leży gdzieś w głębi ale nie wiem dokładnie.

Przykre i smutne.

Grób odnaleźliśmy, posiedzieliśmy trochę i wspominaliśmy te chwile, które opisałem powyżej. Choć jest z pewnością dużo więcej osób, które przeszły z księdzem Bronkiem niejedno, to dzisiaj, w rocznicę katastrofy smoleńskiej, chcę również dorzucić nasze wspomnienia, aby pamięć o Nim nie zaginęła. Zawsze będziemy pamiętać uśmiechniętego księdza witającego parafian przed kościołem i żegnającego ich tuż po Mszy.

Księże Bronku, do zobaczenia!

Tomek Kania | KRL Radio.

 

 

 

 

 

Pin It on Pinterest